| < Listopad 2017 > |
Pn Wt ¦r Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Biblioteka Kwiryny

Wypromuj również swoj± stronę
RSS
wtorek, 24 stycznia 2017
Zbigniew Herbert

Chciałbym opisać  

Chciałbym opisać najprostsze wzruszenie
rado
¶ć lub smutek
ale nie tak jak robi
± to inni
si
ęgaj±c po promienie deszczu albo słońca

chcia
łbym opisać wiatło
kt
óre we mnie się rodzi
ale wiem
że nie jest ono podobne
do
żadnej gwiazdy
bo jest nie tak jasne
nie tak czyste
i niepewne

chcia
łbym opisać męstwo
nie ci
±gn±c za sob± zakurzonego lwa
a tak
że niepokój
nie potrz
±saj±c szklank± pełn± wody

inaczej m
ówi±c
oddam wszystkie przeno
nie
za jeden wyraz
wy
łuskany z piersi jak żebro
za jedno s
łowo
kt
óre mieci się
w granicach mojej sk
óry

ale nie jest to wida
ć możliwe

i aby powiedzie
ć - kocham
biegam jak szalony
zrywaj
±c naręcza ptaków
i tkliwo
¶ć moja
kt
óra nie jest przecież w wody
prosi wod
ę o twarz

i gniew r
óżny od ognia
po
życza od niego
wielom
ównego języka

tak si
ę miesza
tak si
ę miesza
we mnie
to co siwi panowie
podzielili raz na zawsze
i powiedzieli
to jest podmiot
a to przedmiot

zasypiamy
z jedn
± ręk± pod głow±
a z drug
± w kopcu planet

a stopy opuszczaj
± nas
i smakuj
± ziemię
ma
łymi korzonkami
kt
óre rano
odrywamy bole
nie

Tagi: Herbert
21:56, mosaika
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 stycznia 2017
Andrzej Bursa



Kopniaki

Przyszedł rzeczowo żeby co¶ osi±gn±ć 
ale już w pierwszych drzwiach kopniak 
u¶miechn±ł się 
kopniak wydał mu się dosyć dowcipny 
spróbował znowu 
kopniak 
postanowił i¶ć piętro wyżej 
spadł znów na parter str±cony kopniakiem 
przywarował grzecznie w korytarzu 
kopniak 
kopniak w bramie 
na ulicy znowu kopniak 

więc zapragn±ł przynajmniej poetycznej ¶mierci 
rzucił się pod samochód 

i oberwał tęgiego kopniaka od szofera. 

poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Zapraszam

Przyszedł Wrzesień, Czas Zmian .... zawieszam tę stronę, aczkolwiek Wierszy na blogu moim nie zabraknie. 

 

Zapraszam: http://mosaika.blox.pl/html

pi±tek, 26 czerwca 2015
Leszek Wójtowicz

Opowie¶ć o trawie

 

Poród rolin co zdobi± nasz szalony glob

Jedna zwłaszcza mnie wzrusza - wci±ż słońca ciekawa

Nie jest to smukła róża ni potężny d±b

Ale trawa - zielona trawa

 

Mog± przej¶ć po niej czołgi bezlitosnych wojsk

Może tłum j± stratować w radosny karnawał

Ale ona podĽwignie w±tł± postać sw±

Dzielna trawa - zielona trawa

 

Nawet pożar co niszczy wszystko co się da

Co jak mówi± za sob± nic już nie zostawia

Kiedy zganie to z deszczem znowu życiem gra

Zwykła trawa - zielona trawa

 

Jeszcze jedn± właciwo¶ć ta rolina ma

Tak± która na jawn± bezczelno¶ć zakrawa

Gdy j± przystrzyc to w górę uparcie się pcha

Włanie trawa - zielona trawa

 

Ci±gle szukam w mietnisku wieloznacznych słów

Takich które brzmieć będ± prawdziwie

Bywa czasem że pęka rozpalony mózg

Myl się gubi - sens nagle urywa

 

Dookoła przemiewców zalinionych tłum

Którzy wiersze nicuj± jak szmaty

I rzecz jasna fachowcy od czystoci dusz

Szukaj±cy w piosenkach rozpaczy

 

Póki jeszcze gitara wiernie słucha mnie

Odpowiada na palców wezwanie

To choć czasem niełatwo ale jednak chcę

Wasze serca poruszyć i pamięć

 

Kiedy widmo zw±tpienia zacznie nękać was

Gdy się skończy z sumieniem zabawa

Wtedy włanie spróbujcie chociaż jeden raz

Być tak mocni - tak mocni jak trawa

wtorek, 12 maja 2015
ROMAN NOWAK

zakosztował

wytrawnego

bólu

resztki

przytomno¶ci

wylał

do kieliszka

 

*

czy warto

otworzyć drzwi

by zamkn±ć ¶wiat

wokół siebie

czy warto 

uwierzyć

że za oknem

wstał dzień

gdy w pokoju

sen zasn±ł

czy warto

napisać wiersz

który wierszem

się stanie

gdy drzwi

będ± zamknięte

a dzień

życiem u¶piony

niedziela, 12 kwietnia 2015
Allen Ginsberg

 Ostatnia noc w Kalkucie

 

Cicha noc. Stary zegar tyka,

wpół do trzeciej. Głos wierszczy

budz± się pod sufitem. Brama

wejciowa zamknięta - pi±cy ludzie, w±sy,

nago¶ć ale bez poż±dania. Kilka moskitów

wzbudziło swędzenie, wentylator obraca się wolno -

auto łomocze po czarnym asfalcie,

parska byk, co ma się wydarzyć -

Czas zasiadł mocno w czterech żółtych cianach.

Nikogo tu nie ma, pustka wypełniona gwizdem

poci±gu i szczekaniem psów, echo w s±siednim osiedlu.

Puszkin na półce biblioteczki, nie czytane

dzieła wszystkie Szekspira i Blake'a -

O Duchu Poezji, jakiż sens cię wzywać

paplanin± w tej pustce zastawionej łóżkami

pod jasnym owalem zwierciadła - doskonała noc

dla pi±cych by roztopić się

w spokojnej czerni i pozostać tam na osiem godzin

- Budzenie wyplamionych palców, gorzki smak w ustach

i płuca cinięte głodem nikotyny,

co pocz±ć z tym kciukiem, z t± ręk±, z tym okiem

w pełnej głodnych szkieletów i obolałych koni 

ci±gn±cych tramwaje gor±czkowej Kalkucie

w Wiecznoci - pot i przegniłe zęby -

Rilke mógł przynajmniej marzyc o kochankach,

podniecenie starych piersi i drż±cy brzuch,

czy to to ? I rozległa gwiezdna przestrzeń -

Gdy mózg się przemienia materia ze strachem

dyszy na człowieka - Lecz teraz

wielki kataklizm domów i planet

przedziera się przez mury języka i topi mnie

na zawsze pod ciężarem swego Gangesu.

Jedyna ucieczka w mierci Bangkoku i Nowego Jorku.

Skóra jest włanie skór±, to wszystko

czym mogła by być, choć krzyki bólu nerki

obrzydzaj± jej siebie, migotliwy sen

umiera by zakończyć jej niedolę nazbyt sławn±

- Zostaw innym niemiertelno¶ć niech cierpi± jak głupcy,

nie daj się zapędzić w k±t wszechwiata gdzie

wstrzykujesz sobie w ramię morfinę i jesz mięso.

 

[22.05.63]

¶roda, 18 marca 2015
Adam Asnyk

Ja Ciebie kocham

 

Ja ciebie kocham! Ach, te słowa

Tak dziwnie w moim sercu brzmi±.

Miałażby wrócić wiosna nowa?

I zbudzić kwiaty, co w nim ¶pi±?

 

Miałbym w miło¶ci cud uwierzyć,

Jak Łazarz z grobu mego wstać?

Młodzieńczy, dawny kształt od¶wieżyć,

Z r±k twoich nowe życie brać?

 

Ja ciebie kocham! Czyż być może?

Czy mnie nie zwodzi złudzeń moc?

Ach nie! bo jasn± widzę zorzę

I pierzchaj±c± widzę noc!

 

I wszystko we mnie inne, ¶wieże,

Zw±tpienia w sercu stopniał lód,

I znowu pragnę - kocham - wierzę -

Wierzę w miło¶ci wieczny cud!

 

Ja ciebie kocham! ¦wiat się zmienia,

Zakwita szczę¶ciem od tych słów,

I tak jak w pierwszych dniach stworzenia

Przybiera ¶lubn± szatę znów!

 

A dusza skrzydła znów dostaje,

Już jej nie ¶ciga ziemski żal -

I w elizejskie leci gaje,

I tonie po¶ród ¶wiatła fal!


pi±tek, 13 marca 2015
Sylvia Plath

DECYZJA

Dzień mgły: dzień matowienia 

 

z rękami 

nieprzydatnymi, czekam 

na vana mleczarza 

 

jednouchy kot 

liże swoj± szar± łapkę 

 

i węgiel spala się 

 

na zewn±trz, małe listki żywopłotu 

staj± się całkiem żółte 

warstwa mleka pozostawia smugi 

na pustych butelkach na parapecie 

 

żadna chwała nie zniża się 

 

dwie krople wody zawisł

na wygiętej zielonej 

łodydze krzaku róży mojego s±siada 

 

och zgięty łuku cierni 

 

kot wyci±ga pazury 

wiat obraca się 

 

dzisiaj 

dzisiaj nie będę 

rozczarowana moimi dwunastoma egzaminatorami w czerni 

lub zaciskała pię¶ci na drwiny wiatru.

¶roda, 07 stycznia 2015
SID VICIOUS PISZE A POTEM DRZE NA STRZĘPY LIST DO NANCY SPUGEN / Jacek Podsiadło

88.07.25

 

Kupiłem nóż. Parę dni temu miałem strasznie dużo pieniędzy,

handlarz heroin± patrzył na mnie jak na Zbawiciela,
kupiłem osiem par spodni, ten nóż
i ulica któr± szedłem, wydawała mi się złot± plaż±.

Potem znów zobaczyłem cię tańcz±c± nago
w barze przy Times Square, zobaczyłem cię
w chytrych oczkach tłustego mieszczanina patrz±cego na mnie
wzrokiem pogromcy zajęcy. Jakby wiedział. chciałem go zabić,
chciałem wymordować wszystkich tłu¶ciochów
w tym obrzydliwym Nowym Jorku.

Schudłem, my¶lę o tobie nawet kiedy sram,
moje wizje s± coraz upiorniejsze,
pewien Żyd-artysta spił mnie wczoraj ohydnym koniakiem
i zawiózł do psychoanalityka, s±dził, że jest
czym¶ w rodzaju mojego Przyjaciela. Rzuciłem nożem,
trzonek trafił doktora
w błyszcz±c±, sztuczn± szczękę, Żyd co¶ tłumaczył,
ja podniosłem nóż, kopn±łem barek na kółkach i uciekłem.

Je¶li próbujesz telefonować, tracisz czas,
wyrwałem przewód i wyrzuciłem telefon do lodówki.
¦pię z gitar±, zastawiłem drzwi meblami,
przeklinam i błogosławię chodz±c od ¶ciany do ¶ciany.
Moja najdroższa, moja słodka, nadprzyrodzona dziwko z prowincji,
dlaczego jeste¶ taka obca, dlaczego nie w moim łóżku
palisz tej nocy papierosa za papierosem?
Twój mały Sid zwariował, umie już tylko jedno:
niszczyć.

Raz w życiu byłem szczę¶liwy, pierwszej nocy
z tob±. To nie powinno było się kończyć. Dam ci ostatni± szansę
uczynienia wszystkiego prostym i pięknym. Tu,
w Nowym Jorku, stolicy ¶wiata, w Chelsea Hotel.
Nr 2. Czy słyszysz tę muzykę? To strach, nasz wspólny strach.

niedziela, 04 stycznia 2015
Halina Birenbaum

 

Jak kret


szukam, wykopuję, badam

szcz±tki przeszło¶ci,

zbieram rozproszone odłamki

sklejam sił± obrazy

dĽwięki

my¶li

tęsknotę

obejmuję je, obmywam łzami.

 

Również i łzy s± odkryciem

z tych wykopalisk

 

6.03.1985


Długie Domki

 

Domki długie, puste

biel± ¶niegu pokryte

jak z szalonych legend

jakby czyj±¶ ręk± wyryte...

Cisza wokoło, nie ma żywych

nie ma martwych wszystko jest czyste

jak we ¶nie białym, naiwnym...

Tylko wieżyczki wartownicze przypominaj±

i druty kolczaste

- one także białym ¶niegiem udekorowane...

obrazy, obrazy specjalistów

 

Moje oczy widz±, czego nie ma na fotografiach

¶wiaty inne moje oczy widz±

tam gdzie zamordowano życie

Ja jestem w legendach każdego z tych

domków długich

¶nieg przeistacza się w ogień dla mnie

staje się czerwony, czarny, błotnisty...

I płacz straszny wylewa się na nie na mnie

łzy pokrywaj± wszystkie obrazy

jak deszcze złowrogie burz

dzikich, strasznych!

 

Napisane po pokazie obozu Auschwitz w telewizji izraelskiej, 26.02.1985. Z tomiku: Nawet gdy się ¶mieję

 

 

Nie o kwiatach

 

ja nie o kwiatach

nie o rzekach, ptakach

kamieniach, zazdro¶ci

nie o ¶mierci nienawi¶ci

także nie o miło¶ci

 

zaczęłam póĽno

więc dlatego tylko drobnostki

chwile

okruchy

refleksje

o wrażeniach

wspomnieniach

 

o dobrym u¶miechu

i o innych łzach

                 tych na wolno¶ci

 

Z tomiku wierszy Nie o kwiatach, Kraków, 26.07.87

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23